Kredka – Wrocław


Kredkę znaleziono siedzącą w kanale, wyziębioną i wystraszoną. Co prawda listopad trochę nas rozpieszcza, jeśli chodzi o pogodę, to jednak nie są to temperatury dobre dla delikatnej freteczki. Mimo ogłoszeń właściciel nie zgłosił się do nas, więc jak tylko przyjrzymy się bliżej panience i skontrolujemy ją u lekarza, będziemy szukać Nowego Domu dla niej. Kredka początkowo wymiotowała fragmentami folii (pewnie z głodu wciągnęła co tylko było na drodze i pachniało jedzeniem). Zestaw ratunkowy w postaci woda utleniona z wodą, a do tego osobno parafina wymiotły z niej resztki. To, co przeszła sama na dworze, musiało odbić się na jej psychice. Nadal jest nieco spięta i potrafi bardzo mocno się wgryźć w gołą skórę. To kłębek sprzeczności – z jednej strony gryzie i trzeba do niej dużo mówić, żeby oswajała się z głosem oraz obecnością człowieka, a z drugiej – potrafi zasnąć bardzo mocno na kolanach na tzw. trupka. Trauma pewnie jeszcze przez chwilę w niej zostanie, ale wierzymy, że z każdym dniem będzie coraz lepie. Kredka ma prawdopodobnie wadę wzroku albo przebyty uraz oczu – niby widzi, ale tylko z bliska, raczej posługuje się węchem, mruży oczy, a jak zeskakuje skądś, to wygląda, że robi to raczej na czuja, niż że faktycznie wie, dokąd leci… Więcej będziemy wiedzieli po wizycie u lekarza.