|
Wywiad został przeprowadzony z Panią Agnieszką, która pod patronatem Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek adoptowała samiczkę Kimi. Pani Agnieszka odpowiada na pytania związane z wizytami przed- i poadopcyjnymi i o związanych z nimi przeżyciach.
Magdalena Janusz: Dotarły do nas pogłoski o wścibskich inspektorach SPF, węszących pod łóżkami i komódkami. Czy Prowadząca Adopcję naprawdę sprawdzała Pani mieszkanie w białych rękawiczkach? Agnieszka: Czytałam takie opinie w Internecie. Jak dla mnie, są wyssane z palca. Myślę, że takie plotki rozsiewają osoby, które z jakichś istotnych względów zostały odrzucone przy wyborze stałego opiekuna. Podczas wizyty nikt nie zaglądał mi do szuflad czy pod łóżko (śmiech). Zresztą nawet gdyby PA (Prowadząca Adopcję – przyp. red.) chciała tak zrobić, nie widziałabym w tym nic złego – przecież może tam być coś niebezpiecznego dla fretki, na co ja nie zwróciłam uwagi. Jedyne co było sprawdzane, to szczelina między regałem a ścianą – a i to w celu uświadomienia mi zagrożenia i odpowiedniego zabezpieczenia tego miejsca, nie po to, żeby mnie skreślić. Rozmawiałyśmy też o balkonie i sposobie na uczynienie go bezpiecznym dla fretki.
M.J.: Ile trwała wizyta? A.: Godzinę, może troszkę dłużej.
M.J.: Czy spotkanie przebiegało zgodnie z Pani oczekiwaniami? A.: Po przeczytaniu wspomnianych plotek, spodziewałam się konfrontacji ze starszą, dociekliwą i delikatnie mówiąc, niezbyt miłą panią (śmiech). Umówiłam się z PA mailowo. Ustaliłyśmy wspólnie, że na spotkaniu pojawi się ze swoimi fretkami. Kiedy nadszedł dzień wizyty, byłam bardzo zaskoczona. Przyszła do mnie młoda, uśmiechnięta dziewczyna. Była bardzo sympatyczna a przy tym naprawdę pomocna. Starała się aby wizyta przebiegła w miłej atmosferze.
M.J.: Czy mimo to stresowała się Pani? A.: Przed spotkaniem miałam mnóstwo stresu.
M.J.: Dlaczego? A.: Bałam się, że zrobię lub powiem coś nie tak. Jednak podczas spotkania było bardzo miło, stres opadał z minuty na minutę.
M.J.: Czy spotkanie z PA pomogło Pani podjąć ostateczną decyzję w sprawie przyjęcia nowego domownika? A.: Zdecydowanie. Dowiedziałam się jak może wyglądać moje życie, kiedy pojawi się w nim fretka. Bardzo pomocne było to, że PA przyniosła swoje fretki. Zobaczyłam jak te zwierzątka zachowują się w moim domu. To zupełnie co innego niż oglądać fretkę u kogoś. Miałam okazję zobaczyć jak moja rodzina, w tym synek zareagują na zwierzaka i odwrotnie. Dodatkowo poznałam zarówno zalety jak i wady stworzonka, które chciałam przyjąć pod swój dach.
M.J.: Czy PA zaproponowała pomoc w okresie poadopcyjnym? A.: Tak, i bardzo się z tego cieszę! Mogę liczyć na pomocną dłoń, na to że rozwieje moje obawy lub pomoże w podjęciu decyzji. Zawsze dzwonię i proszę o radę lub przyjście i obejrzenie fretki i jeszcze nigdy nie usłyszałam odmowy.
M.J.: Czyli na jednej wizycie się nie skończyło? A.: Wizyta przedadopcyjna była jedna. Natomiast wizyt poadopcyjnych było kilka, trwają nadal (śmiech). Tak poważnie, to były dwie wizyty poadopcyjne, reszta to nasze prywatne spotkania. Chętnie spotykamy się na pogaduchy, nie tylko o fretkach.
M.J.: Dziękuję za rozmowę.
Wywiad z p. Agnieszką przeprowadziła Magdalena Janusz, zredagowała Joanna Andrusiewicz.
|