|
Wywiad został przeprowadzony z Panią Maksymilianą Ryś, która pod patronatem SPF adoptowała Felka. Pani Maksymiliana odpowiada na pytania związane z wizytą przedadopcyjną, oraz opowiada o innych procedurach adopcyjnych.
Magdalena Janusz: Ile trwała wizyta? Maksymiliana Ryś: Wizyta trwała około 2 godzin. W tym czasie mogłam się dowiedzieć wielu rzeczy o fretkach, pośmiać i zaprzyjaźnić z Prowadzącą Adopcję i fretkami, które były obecne podczas wizyty.
M.J.: Czy skończyło się na jednej wizycie?
M.R.: Tak. Podczas drugiego spotkania z PA (Prowadzącą Adopcję – przyp. red.) mogłam nareszcie odebrać swoją najukochańszą fretkę! Znowu miałyśmy okazję porozmawiać o wszystkim, mogłam zadać nurtujące mnie jeszcze pytania.
M.J.: Jak przebiegała? M.R.: Wizyta przebiegła w bardzo miłej atmosferze. Madzia, czyli Prowadząca Adopcję, pomogła mi i rozwiać wszystkie wątpliwości jakie miałam.
M.J.: Pojawiły się plotki o groźnych inspektorach zaglądających pod łóżka i szafy. Co naprawdę sprawdzał PA? M.R.: Żadnego zaglądania nie było. Było za to wiele pytań. Prowadząca adopcję pytała mnie czy miałam już kiedyś fretkę, o to czy wiem jak się opiekować, czym karmić zwierzaka. Pytała o to czy jestem świadoma wydatków związanych z częstymi wizytami u weterynarza oraz z zakupem odpowiedniej karmy i akcesoriów dla mojego Felka. Zostałam zapytana czy mam wystarczającą ilość czasu dla fretki i czy w pobliżu znajduje się znający się na fretkach weterynarz. Więcej nie pamiętam.
M.J.: Co panią zaskoczyło podczas wizyty przedadopcyjnej? M.R.: Zaskoczyła mnie bardzo miła atmosfera, fachowe porady z których mogłam skorzystać. Zaskoczeniem dla mnie było to, że podczas rozmowy nie czułam się jak na sprawdzianie czy „jak na spowiedzi”. Rozmowa była konkretna, ale luźna, jak podczas spotkania z koleżanką.
M.J.: Czy Prowadząca adopcję pomogła podjąć ostateczną decyzję odnośnie do przyjęcia nowego domownika? M.R.: Tak, była bardzo pomocna. Miałam wątpliwości czy sobie poradzę, bo adoptowałam starszą i chorą fretkę, ale Prowadząca adopcję powiedziała, że zawsze służy radą i że w razie problemu mogę dzwonić o każdej porze. Nawet w nocy! Zostałam uprzedzona o różnych wadach posiadania fretki, choćby o tak prozaicznym fakcie, że mogę na początku budzić się w nocy, kiedy fretka będzie jadła. Rzeczywiście tak było, na początku w ogóle nie mogłam spać (śmiech). Razem też wybrałyśmy się na zakupy po akcesoria dla Felka. Byłam dzięki temu wszystkiemu świadoma jakie zwierzę biorę pod swój dach.
M.J.: Czy wizyta była stresująca? Jeśli tak to dlaczego? M.R.: Jak dla mnie wizyta nie była w ogóle stresująca.
M.J.: Czy PA zaproponowała pomoc w okresie poadopcyjnym? M.R.: Tak, PA zaproponowała mi pomoc, z której często korzystałam. Gdy tylko moja fretka zrobiła się osowiała, dostałam wiele rad. Dowiedziałam się co mogło być przyczyną i co dalej robić. PA interesowała się stanem zdrowia Felka, pytała czy stan się polepszył. Zawsze była pod telefonem. Dwa razy w miesiącu wysyłałam zdjęcia Felka do Magdy, z których bardzo się cieszyła i zawsze pytała jak się miewa. Wspólnie cieszyłyśmy się z sukcesów moich i fretki. Do tej pory, mimo że Felusia nie ma już z nami, utrzymujemy kontakt i spotykamy się, mimo sporej odległości między naszymi miejscami zamieszkania.
M.J.: Dziękuję za poświęcony czas i rozmowę.
Wywiad z panią Maksymilianą Ryś przeprowadziła Magdalena Janusz, zredagowała Joanna Andrusiewicz.
|